BEZ GRAND PRIX
Gazeta Wyborcza nr 176, wydanie waw z dnia 31/07/1995 KULTURA, str. 11W piątek zakończył się XIX Międzynarodowym Festiwal Filmowy w Moskwie. Jurorów oskarżano o to, że nie obejrzeli wszystkich filmów a publiczność interesowała się głównie imprezami towarzyszącymi Ceremonia zamknięcia opóźniła się o półtorej godziny, ponieważ jurorzy gorączkowo obradowali, zaś werdykt, z jakim pojawili się w kinie Rossija, zburzył zaplanowany scenariusz wieczoru. Ustawione na scenie trzy złote statuetki św. Jerzego z wdziękiem przekłuwającego smoka nie zostały wykorzystane. Jury pod przewodnictwem hollywoodzkiego gwiazdora Richarda Gere uznało, że żaden z 22 filmów konkursu nie zasługuje na Grand Prix (50 tys. dolarów). Aż trzy srebrne nagrody (po 20 tys. dol.) zgarnął film "Francuzka", a w nim: Emmanuelle Bžart i Gabriel Barylli za najlepsze role kobiecą i męską oraz Regis Wargnier ("Indochiny") za reżyserię. Tym ostatnim wyróżnieniem Wargnier podzielił się z Czechem Milanem Steindlerem, twórcą filmu "Dzięki za każdy nowy dzień". Nagrodę specjalną otrzymał węgierski operator Lajos Koltai ("Mario i czarodziej"). Polskie akcenty Trzy nagrody Rady Prezydenckiej Festiwalu za wybitny wkład w sztukę filmową XX wieku przyznano: Beacie Tyszkiewicz, włoskiemu scenarzyście Tonino Guerra oraz - pośmiertnie - Sergiuszowi Bondarczukowi. Wręczając statuetkę i dyplom Beacie Tyszkiewicz reżyser Andriej Konczałowski wyznał publicznie, iż w roku 1961 o mało się z nią nie ożenił, jednak pierwsza prawdziwa gwiazda na bezgwiezdnym jeszcze wówczas wschodnim nieboskłonie zdradziła go z Andrzejem Wajdą. Rolę organizacji społeczno-politycznych, które zwyczajowo wręczały na moskiewskim festiwalu dobry tuzin wyróżnień, tym razem wzięły na siebie Asocjacja Kaskaderów Rosji, Fundusz im. Andrieja Tarkowskiego oraz Fundusz św. Anny pospołu z firmą Kodak. Pierwsi uhonorowali prezydenta Asocjacji Kaskaderów Hollywoodu za efekty specjalne (film Philipa Noyce'a "Stan zagrożenia"), drudzy - za prawdziwą Sztukę Klausa Marię Brandauera ("Mario i czarodziej"), trzeci wyposażyli taśmą filmową na następne dzieło debiutanta z Norwegii Benta Hamera za bardzo sympatyczny, typowo skandynawski film "Jajka". Jury ekumeniczne przyznało swoją nagrodę filmowi "Anglik, który wspiął się na wzgórze, a zszedł z góry" Christophera Mangera oraz dyplom "Zawróconemu" Kazimierza Kutza za stworzenie obrazu współczesnego "małego człowieka", za humor, ułatwiający najszerszej publiczności zrozumienie spraw naszego złożonego świata. Jury pod pręgierzem Rozczarowanie patriotów moskiewskiego festiwalu brakiem Grand Prix i złotych nagród nasiliło pretensje do jurorów, iż nie obejrzeli wszystkich filmów, ich loża na pokazach świeciła pustkami bądź gościły w niej osoby postronne (Lidia Fiedosiejewa-Szukszyna przychodziła z córką, wykonawczynią roli w dziele konkursowym). Trzy srebrne wyróżnienia dla komercyjnego bądź co bądź filmu "Francuzka" również nasuwają przypuszczenia, iż był to jeden z nielicznych kandydatów do laurów obejrzanych przez wszystkich jurorów. Prasa plotkowała, że przewodniczący ósemce sprawiedliwych Richard Gere wyjeżdżał w trakcie pełnienia obowiązków służbowych na wycieczkę do Petersburga lub oddalał się, by obejrzeć film kolegi Nikity Michałkowa. Na konferencji prasowej Gere bronił się, twierdząc, że widział niektóre filmy na wideo, co dało złośliwym powód do obliczeń, ile zaoszczędzono by na sprowadzeniu do Moskwy symbolu seksu oraz czwórki jego ochroniarzy, a także pozostałych sędziów, rozsyłając im kasety wideo i prosząc o nadesłanie decyzji faksem. Znękane krytyką jury wystąpiło na ceremonii zamknięcia festiwalu z protestem przeciwko rozpowszechnianiu kłamliwych informacji, m.in. tak oburzającej, że jego przewodniczący otrzymał 200 tys. dolarów honorarium. Nie wyjaśniono wszakże, co było powodem obrazy: zawyżenie czy też zaniżenie sumy. Poza konkursem W ogóle o trwonionych z rozmachem rosyjskich kupców pieniądzach mówiono w kuluarach częściej niż o poziomie artystycznym dzieł, a w roli purytanów występowali ci, których nie zapraszano na bankiety, wielkie żarcie w plenerach podmoskiewskiego Kuskowa, eskapadę do Niżnego Nowogrodu, degustację raków z piwem w dyskotece Pilot. Tymczasem na większości imprez towarzyszących czas spędzony w kinie nie był czasem straconym. Nieprzypadkowo retrospektywa młodego kina berlińskiego, pokazy pierwszych, wzruszających swą naiwnością filmów rosyjskich oraz rodzimej klasyki literackiej na ekranie, dorobek rosyjskich emigrantów (zwłaszcza pradziadka współczesnej grafiki komputerowej Aleksandra Aleksiejewa, autora animowanej "Nocy na łysej górze" z roku 1933) przyciągały licznych widzów. Na oscarowy film Nikity Michałkowa "Porażonych słońcem", (który po polsku należałoby tłumaczyć "Ta ostatnia niedziela", bo motywem przewodnim jest słynne tango i rzecz opowiada o ostatniej przed aresztem sielankowej niedzieli mitycznego bolszewickiego dowódcy), na retrospektywę "Amerykańscy niezależni" w ogóle nie sposób było dostać biletów. A że nie wystarczyło arcydzieł na konkurs, to nic nowego. W roku stulecia kina trzeba się pogodzić z faktem, że dobrych filmów powstaje na całym świecie mało, coraz mniej i jeśli już coś komuś uda się nakręcić, woli przedefilować we fraku po schodach Cannes. Beata Tyszkiewicz: Długo mnie nie zapraszano do Moskwy po tym, jak jako juror upomniałam się o nagrodę dla "Brzeziny" Andrzeja Wajdy i nagrodę za rolę męską Olbrychskiego. Rosjanie mieli trzy głosy, więc postanowiłam także im dorównać. Zyskałam sobie Senegalczyka i Mongoła, którzy nie mieli żadnych szans, i namówiłam ich, by podnosili rękę zawsze, gdy ja podnoszę. A że słyszałam w Cannes, jak obiecywano pewnemu Niemcowi nagrodę jeszcze przed festiwalem, byleby tylko przysłał do Moskwy swój film, napisałam kartkę do Gierasimowa, że jeśli Daniel nie otrzyma nagrody, tylko dyplom, to gwarantuję, iż Niemiec też wyjedzie bez laurów. I gdy była już decyzja, prosiłam o zaprotokołowanie, by Olbrychskiego wyczytali na rozdaniu jako pierwszego. "Nu szto, grafinia, dawoln a?" - spytał Gierasimow - i potem miałam długą pauzę w zaproszeniach do Moskwy. Aleksander Chwan, reżyser: Największym problemem rosyjskiego kina jest teraz znalezienie producenta, który zajmie się organizacją wszystkiego i zdobędzie pieniądze. Moim prywatnym marzeniem jest dotrzeć do bossów wideomafii i dogadać się z nimi, by zechcieli finansować nowe dzieła. Podobno sami przychodzili parę lat temu do Goskomkino, ale urzędnicy to nie partner do rozmowy. Państwowy system dystrybucji się rozpadł, a nowy powstaje właśnie w półkryminalnych strukturach, które z czasem zechcą się zalegalizować. A mnie nie obchodzi, kto daje mi na film - państwo czy biznes prywatny - od trzech lat nic nie mogę nakręcić i większość kolegów też nie może dokończyć swoich prac z powodu braku pieniędzy. Jerzy Kawalerowicz: Moskiewski festiwal był zawsze imprezą, na której laury mógł otrzymać jakiś film z Kambodży lub Peru, a nie zauważane ze względów politycznych pozostawały dzieła mistrzów. Np. Stanley Kubrick wyjechał bez nagrody za "Odyseję kosmiczną", bo trwała wojna w Wietnamie. Teraz się to zmieniło, ale na prestiż trzeba będzie popracować. Mnie zaproszono do pokazu pozakonkursowego z filmem "Za co?" wg Lwa Tołstoja. Jest to pierwszy film w koprodukcji polsko-rosyjskiej, niestety, nie zdążyliśmy go skończyć i będzie pokazywany we wrześniu.
Źródło: GW